sobota, 18 lipca 2015
Wakacje na cztery lapy - Rewal psiolubny czy jednak nie?
Z racji tego, że Pani Inspektor od pół roku posiada swojego własnego adoptowanego ze schroniska oddalonego o 300 km od miejsca zamieszkania czterołapnego przyjaciela, nie mogło być inaczej jak spędzić tegoroczne wakacje w towarzystwie mokrego nochala. Pierwotnie mieliśmy udać się w Karkonosze, natomiast z racji mojego małego doświadczenia za kółkiem i sędziwego wieku mojego autka wybraliśmy bliższą lokalizacją jaką jest morze. Naszym celem był Rewal- miejscowość w województwie zachodniopomorskim. Czy spotkały nas jakieś problemy, co polecamy, czego należy unikać- jednym słowem jak udało się nam przeżyć pierwszy tego typu urlop i czy można wypocząć bez stresu na wakacjach z psem ?
1. Poszukiwanie noclegu
Zazwyczaj nie udawało mi się znaleźć czasu na rezerwację noclegu przed przyjazdem do docelowego miasta i szukaniem kwapiłam się dopiero na "ostatni moment". Tym razem z racji tego, że po 6 godzinach jazdy z futrzakiem nie ma mowy o kilometrach w poszukiwaniu kwatery w rozsądnej cenie i na danych okres czasu, musiałam zająć się tym "dużo wcześniej"- czyli miesiąc przed, a więc jednak mimo wszytsko na "tip top". W związku ze wzmożonymi rezygnacjami z wycieczek zagranicznych bardzo ciężko było znaleźć wolny pokój, a sprawy zdecydowanie nie ułatwiał pobyt psa. Wielu wynajmujących po usłyszeniu pytania o zwierzę pochmurnieli i dążyli do momentalnego zakończenia rozmowy mimo, że przed momentem miejsce było jeszcze dostepne. Jeżeli nawet zaproponowano nam miejsce w danym terminie to żądano dopłaty za psa jak za człowieka, a nawet więcej... Na szczęście w efekcie udało się nam trafić do pensjonatu Julia na ulicy Słowackiego 14a gdzie przemiła Pani właścicielka nie tylko nie miała problemu z przyjazdem z psa, ale jak się okazało sama gorliwie opowiadala nam o swoich pupilach i bardzo często spędzała czas z nami i naszym psem! Ba, doszlo do tego, że tak się polubili iż padła propozycja, abym harpagana zostawiła na wieczór z wlaścicielką a sama poszła na imprezę- niestety znając dozgonną miłość mojego psa mimo szczerych chęci wlaścicielki nie mogłam mu tego zrobić :) Opłata dodatkowa za psa wyniosla nas w efekcie 5 zł za dobę :)
2. Pies plażowicz- o czym pamiętać i gdzie się udać?
Zacznijmy od tego, że nie na każdą plażę z psem można się udać. Dobrze to, czy nie dobrze? Trochę tak i trochę nie. Z jednej strony zawsze plaże dla psów są mniej zadbane bardziej kamienne itp. Nie rozumiem w czym lepsze są wszędzie sikające (i nie tylko o zgrozo) rozwrzeszczane dzieci od mojego grzecznego psa zachowującego czystość śpiącego w swoim "słońcoochronym" namiocie. Z drugiej strony patrząc na niektóre osoby, które udają, że odchody ich psa spadły właśnie z nieba, ale w życiu nie należą do ich pupila, śmiem twierdzić, że polskie plaże do czasu zmiany mentalności właścicieli byłyby poprostu calkowicie "zasrane" :) Na wybrzeżu rewalskim spotkamy 4 zejścia dla psów. My korzystaliśmy z zejścia numer 26- ale tylko do schodzenia z plaży. Ktokolwiek zaprojektował ten model zejścia zdecydowanie minął się z powołaniem. Zejście na plażę dla psów stanowią strone drewniane schody. Dla mojego 13 kg psa z długimi łapami zejście tymi schodami było niemożliwe. Korzystaliśmy zatem z wejścia obok, natomiast nikt nigdy nie zwrócił nam uwagi. Jednakże uważam za wielki minus tak skonstruowane rozwiązanie. Wybierając się z psem na plażę nie wolno zapomnieć o zapewnieniu mu cienia (najlepiej w postaci chroniącego go przed promieniami UV i słońcem namiotu), zabraniu miski oraz 2-6 litrów wody dla czworonoga, zakazu spuszczania psów na plaży NAWET JEŻELI TWÓJ PIES TO ANIOŁ I LAUREAT KONKURSÓW POSŁUSZEŃSTWA (wypadki zdarzają się wszędzie szczególnie w nienaturalnym środowisku) oraz zabraniu ze sobą woreczków na psie odchody (sprzątanie po swoim psie to obowiązek i jego zaniechanie może być ukarane karą porządkową w wysokości 500 zł). Należy pamiętać, że plażowanie z psem to nie długa przygoda ze względu na wytrzymałość psów na temperatury. Zatem, jeżeli planujesz wylegiwanie się godzinami na plaży nie zabieraj swojego psa i nie narażaj go na udar i cierpienie.
3. Gastronomia
Tutaj zdania będą nieco podzielone. O ile nie spotkaliśmy się z żadnym problemem, jeżeli chodzi o wejście do lokali (fakt, że preferowaliśmy ogródki) to jedynie w kawiarni Melba przy głównej ulicy pies za każdym razem otrzymywał pełną czystą michę zimnej wody bez pytań. Na szczęście zawsze mieliśmy ze sobą swoją miskę i wodę, ponieważ w żadnym innym lokalu pies wody nie dostał mimo upałów. Szczytem natomiast była smażalnia w której pies dostał wodę w misce po przyprawach, a dokładnie pieprzu- za takie chęci mimo wszystko dziękujemy. Przy okazji lody w Melba Cafe (naturalne) gorąco polecamy- pies również (Pani się ugięła i dała liznąć).
4. Największy problem- inni ludzie
Niestety... Największym problemem na każdym kroku okazywali się ludzie. Idąc ulicami zupełnie nie zwracali uwagi, że swoim wielkim spoconym cielskiem potracają nie tyle mnie co mojego Bogu Ducha winnego ledwo wystającego za kolana psa mimo że szedł centrymetry od mojej nogi. Nie było ani przepraszam, gdy najechano mi psa wózkiem albo nadeptnięto. Po prostu chamstwo w czystej postaci. Gdy wchodziliśmy do ogródków gastronomicznych (uprzednio za każdym razem upewniając się czy jest taka możliwość u obsługi) spotykały nas czasem obrzydzone spojrzenia starszych Pań którym chyba nieco pomyliła się nadmorska kantyna z Belwederem. Szczytem okazali się pijani i nie tylko ludzie koniecznie chcący dotykać i głaskać mojego psa oraz luźno biegające dzieci których rodzice wystosunkowywali do nas pretensje że ich dziecko podbiegło do naszego psa i zaczęło go obłapiać- zupełnie jakby pies musiał uzyskać aprobatę wszystkich na wejście gdziekolwiek a rodzice zostali zwolnieni z obowiązku pilnowania swoich pociech. Wywiązała się nawet raz kłótnia z Panem który nie potrafił zrozumieć że moj pies niekoniecznie musi życzyć sobie jego dotyku.
5. Największe zaskoczenie i pozytyw- inni mądrzy normalni ludzie
I tutaj niespodziewany obrót sprawy. Największym zaskoczeniem dla nas okazały się bardzo miłe komentarze, podejmowane rozmowy, a nawet zdania, że wspaniale poznać i gościć osoby które pomagają zwierzętom. Przemili ludzie zaangażowani w akcję powrotu do domu znalezionego przez nas szczeniaka, komplementy pod kątem psa bez dotykania. Super sprawa- bardzo miło było widzieć, że komuś obecność naszego czworonoga poprawiła choć na moment humor, a takich chwil było chyba nawet minimalnie więcej niż tych złych.
6. Słowem podsumowania
Czy żałuję decyzji? Absolutnie nie. Na pewno nie potrafiłabym spędzić spokojnie wakacji wiedząc, że mój ledwie co adoptowany pies, który ze względu na szereg skrzywień pokarmowych i psychicznych wymaga szczególnej opieki i wiedzy, samotnie spędza cały tydzień pogłębiając swoje problemy. Również nie wyobrażam sobie kolejnych wakacji bez mojego czworonożnego przyjaciela i na pewno kolejne zamierzam spędzić w tym samym doborowym towarzystwie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Rewal wiąże się z moimi super wspomnieniami z przed kilku lat :)
OdpowiedzUsuńhttp://couplethoughtss.blogspot.com/?m=1